Granice, które regulują, a nie ranią

Granice mają opinię narzędzia tresury, a są dokładnie odwrotnością: informacją, gdzie kończy się bezpieczny teren. Młode, które ją dostało, spokojnie bada całą resztę świata. To, które jej nie dostało, nie czuje się wolne. Czuje, że nikt nie trzyma warty. A granica nie jest przeciwko dziecku, jest dowodem, że ktoś czuwa.

Mało które słowo ma w rodzicielskim słowniku tak fatalną prasę jak „granice”. Mówisz „granice”, a słychać mniej więcej to samo, co przy „kontroli skarbowej”: zakazy, konsekwencje, konflikty, bycie surowym, a gdzieś na końcu, wypowiadane już szeptem, krzywda dziecka. Trudno się dziwić, bo spora część z nas wyrosła w domach, w których „granice” faktycznie oznaczały krzyk, pas albo ciche dni. Tylko że to, co tam się działo, nie było granicami. To była przemoc w przebraniu wychowania. Prawdziwe granice są czymś dokładnie odwrotnym.

Czytaj dalej „Granice, które regulują, a nie ranią”

Dlaczego dorośli trafiają na diagnozę po 30-tce

Przez trzydzieści lat słyszał: zdolny, ale leń. Nikt nie pytał, ile naprawdę kosztuje bycie „zdolnym”, kiedy mózg pracuje bez instrukcji obsługi, a dodawanie potrafi zepsuć nawet informatykowi z dwoma dyplomami. Diagnoza po trzydziestce to nie wyrok. To wreszcie mapa terenu, po którym już dawno chodził po omacku.

„Gdybym przyszedł wcześniej, oszczędziłbym sobie kawał życia”. To zdanie słyszę na pierwszym spotkaniu tak często, że mógłbym je rozpoznać z zamkniętymi oczami po samej intonacji. Pada zwykle po trzydziestce. Czasem po czterdziestce. Raz usłyszałem je od osoby, która przekroczyła sześćdziesiątkę. I za każdym razem widzę tę samą minę, mieszankę ulgi i żalu, jakby ktoś w środku życia dostał wreszcie mapę do terenu, po którym już zdążył przejść na piechotę, gubiąc się co chwilę.

Czytaj dalej „Dlaczego dorośli trafiają na diagnozę po 30-tce”

Dlaczego rodzic też potrzebuje wsparcia

Ewolucja nigdy nie zakładała, że jedno zmęczone naczelne uniesie dzieciaka samo, bez pomocy stada. Ktoś pilnował ognia, ktoś nosił malucha, ktoś inny po prostu był w pobliżu, żeby zmęczona matka mogła na chwilę odłożyć czujność. Dziś zostaje sam rodzic, kredyt i przekonanie, że powinien dawać radę w pojedynkę. Nie powinien.

Jest takie zdanie, którego prawie nigdy nie słyszę wypowiedziane głośno w gabinecie, choć widzę je codziennie wypisane na twarzach: rodzic też potrzebuje wsparcia. Kiedy to mówię wprost, w powietrzu robi się gęsto. Bo zaraz odzywa się głos w głowie, „ale przecież to dziecko ma trudność, to ono potrzebuje pomocy, ja muszę być silny”. I tu zaczyna się nieporozumienie, które kosztuje całe rodziny więcej, niż się wydaje.

Czytaj dalej „Dlaczego rodzic też potrzebuje wsparcia”

Czy metylofenidat działa tu i teraz?

Kiedy stymulant rozregulowuje na dłużej: metylofenidat, zegar okołodobowy i spektrum autyzmu

Zwykle krótka ekspozycja na metylofenidat daje efekty przemijające — pobudzenie i spadek apetytu trwają tyle, ile działa lek, i ustępują po jego odstawieniu.

Czasem jednak zdarza się inaczej: rozregulowanie snu i apetytu utrzymuje się długo po odstawieniu leku. Istnieje mechanizm takiej reakcji, szczególnie u osób ze spektrum autyzmu (ASD).

Czytaj dalej „Czy metylofenidat działa tu i teraz?”

Szkolenie – Kryzys psychiczny wymysł czy realne zagrożenie wśród dzieci i młodzieży

Kryzys psychiczny — wymysł czy realne zagrożenie?

Już wkrótce poprowadzę wykład podczas szkolenia „Kryzys psychiczny — wymysł czy realne zagrożenie wśród dzieci i młodzieży”, organizowanego przez Stowarzyszenie Karuzela w Radomiu.
To wydarzenie poświęcone jest aktualnym wyzwaniom zdrowia psychicznego młodych ludzi, które w ostatnich latach przybierają na sile.

Czytaj dalej „Szkolenie – Kryzys psychiczny wymysł czy realne zagrożenie wśród dzieci i młodzieży”