Psychologia codzienna

Psychologowie ewolucyjni jakiś czas temu ze zdziwieniem odkryli, że jeżeli jakaś inwestycja uwarunkowana genetycznie jest per saldo korzystna dla danego osobnika lub gatunku to zwiększa szansę reprodukcji tego genu… I w dodatku taka inwestycja nie musi być fizycznie dostrzegalna w postaci kłów i pazurów ale na przykład może być widoczna jako zbiór zachowań uwarunkowanych genetycznie. Zachowania mogą być różnego rodzaju, na przykład: sposób przekazywania informacji, emocji, ostrzeganie przed zagrożeniami. Jednymi z ważnych form zachowań są skłonności zwierząt stadnych do budowania hierarchii w grupie oraz przyjmowania ról społecznych.


Można się zastanowić dlaczego grupa o wykształconej strukturze jest mocniejsza od grupy amorficznej. Ale jednak musi być jakaś przewaga, bo jednak mamy wyraźnie zhierarchizowane grupy społeczne: ludzkie, psie i wszelkich psowatych, lwów, słoni, koni, kur…
Można więc wnioskować, że budowa struktury społecznej musi się per saldo opłacać gatunkowi mimo niewątpliwych kosztów – bo u niektórych gatunków walka o dominację bywa czasem krwawa, a czasem tylko czasochłonna (R. Conniff, 2006).

Ludzie również są efektami ewolucji i jako istoty stadne mają mechanizmy psychologiczne pozwalające na funkcjonowanie w grupie. Niewątpliwie ma to wpływ na funkcjonowanie rodziny, bo rodzina jest przecież małą grupą społeczną.
Jak możemy wykorzystać to co dała nam natura do poprawienia funkcjonowania rodziny? Można zacząć się zastanawiać – co to znaczy „poprawienia”, ale roboczo przyjmijmy, że chodzi o zmniejszenie ilości konfliktów. Sprawa wydaje się beznadziejna – żona walczy z mężem, mąż z żoną, teściowa z zięciem… Wojna domowa trwa, jak więc można jej zapobiec sięgając do metod wywodzących się z praw ewolucji? Warto najpierw przyjrzeć się funkcjonowaniu stada nieskażonego cywilizacją – na przykład przedstawicielom plemion pierwotnych lub wręcz stad zwierząt.

Stado słoni porusza się po sawannie w poszukiwaniu dogodnych terenów do żerowania. Przewodzi mu grupa najstarszych samic. Mają swoją rolę społeczną – jako najstarsze znają teren, wiedzą czego gdzie się można spodziewać, nikt nie podważa ich kompetencji.

W stadzie szympansów jest szef – przewodnik, samiec alfa, są pretendenci do bycia alfą, czyli bety i są samice i dzieci. Walki i przepychanki są na linii samce alfa i beta. Samicy nie przychodzi do głowy być samcem alfa…

W stadach zwierzęcych młode nie ma problemu w kontaktach z dorosłymi osobnikami. Wie, czego od kogo może oczekiwać. Wie gdzie szukać opieki a kogo na pewno unikać.

W plemiona pierwotnych kobieta opiekuje się obozowiskiem lub domem, mężczyzna chodzi na polowania. Każde z nich ma inne przystosowania ewolucyjne – mężczyzna lepiej orientuje się w terenie, zapamiętuje drogę, fascynuje się bronią, ma szybsze mięśnie, kobieta zaś jest cierpliwsza, bardziej ją interesuje drugi człowiek niż wymyślny łuk. Każde z nich zna swoją rolę i nie wchodzi w kompetencje drugiego.

Teraz popatrzmy na rodziny ludzkie żyjące we współczesnej cywilizacji typu europejskiego. Na przykład władcza matka strofuje i poniża potulnego ojca… Czy w takich warunkach dziecko może czuć się bezpiecznie? Przecież natura ukształtowała nasze dzieci tak, aby od matki oczekiwały czułości a od ojca wojowniczości! Czym się różni ta sytuacja od sytuacji “pierwotnych”? Zostały złamane reguły obsadzania ról społecznych! Kobieta stała się samcem alfa!
Inna sytuacja, jakże powszechna. Samotna kobieta wychowuje dziecko. Zajmuje pozycje samca alfa i samicy alfa, ale te pozycje są nie do pogodzenia! Pewne cechy są wzajemnie sprzeczne! A na dodatek mały chłopczyk trafia na poważną przeszkodę – brak wzorców męskich. W domu matka i babcia, w przedszkolu otaczają go przedszkolanki, w szkole nauczycielki, dopiero na studiach trafia na wykładowcę mężczyznę. Skąd chłopak ma czerpać wzorce męskie? W takiej sytuacji wyrastają metroseksualne osobniki, ni to kobiety ni to mężczyźni. Coś po środku. Ci ludzie maja problem w życiu, bo natura nie przewidziała takiego rozwiązania. Nie mamy odpowiednich wrodzonych struktur psychicznych.
Dziecku potrzeba do harmonijnego rozwoju stałych i przewidywalnych struktur w rodzinie!
Konflikty pomiędzy rodzicami burzy poczucie bezpieczeństwa a to powoduje u dziecka lęk. A lęk jest straszną emocją. Dziecko potrzebuje mieć oparcie w rodzinie. Tak zostało stworzone przez naturę, że kolejne etapy rozwojowe powinno pokonywać w bezpiecznym otoczeniu rodziny. Świat jest dostatecznie niebezpieczny, nie potrzeba aby rodzina była jeszcze jedną rafą na której można sobie rozbić głowę. Sądzę, że należy, dla dobra dzieci, wracać do starych wzorców zachowań. Nawet jeżeli miałoby to być niepoprawne politycznie.

Literatura
Richard Conniff , Korporacyjne zwierzę, (2006),
Tytuł oryginału: Ape in the Corner Office , Wydawnictwo CiS

Szmatka, J. (1989). Małe struktury społeczne: wste̦p do mikrosocjologii strukturalnej. Państwowe Wydawn. Nauk..

Kingsley Davis and Wilbert E. Moore (1944)
American Sociological Review Vol. 10, No. 2, 1944 Annual Meeting Papers (Apr., 1945), pp. 242-249

Kingsley Davis i Wilbert Moore (2006), O niektórych zasadach uwarstwienia, /w:/, Aleksandra Jasińska-Kania i inn. (wyb. i oprac.), Współczesne teorie socjologiczne, Warszawa, Scholar, tom 1, ss. 404-413.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Bogdan Mizerski - ZnanyLekarz.pl