Dlaczego rodzic też potrzebuje wsparcia

Ewolucja nigdy nie zakładała, że jedno zmęczone naczelne uniesie dzieciaka samo, bez pomocy stada. Ktoś pilnował ognia, ktoś nosił malucha, ktoś inny po prostu był w pobliżu, żeby zmęczona matka mogła na chwilę odłożyć czujność. Dziś zostaje sam rodzic, kredyt i przekonanie, że powinien dawać radę w pojedynkę. Nie powinien.

Jest takie zdanie, którego prawie nigdy nie słyszę wypowiedziane głośno w gabinecie, choć widzę je codziennie wypisane na twarzach: rodzic też potrzebuje wsparcia. Kiedy to mówię wprost, w powietrzu robi się gęsto. Bo zaraz odzywa się głos w głowie, „ale przecież to dziecko ma trudność, to ono potrzebuje pomocy, ja muszę być silny”. I tu zaczyna się nieporozumienie, które kosztuje całe rodziny więcej, niż się wydaje.

Czytaj dalej „Dlaczego rodzic też potrzebuje wsparcia”

Wychowanie bezstresowe, czyli jak wyhodować tyrana w kapciach

Poradnik odwrotny: jak z uroczego bobasa wyhodować trzydziestolatka, który dziwi się, że szef nie proponuje kółeczka uczuć, tylko wypowiedzenie. Spoiler: wystarczy nie mieć zasad.

Kiedyś dzieci bały się rodziców. Dziś rodzice boją się dzieci. Postęp? Jasne. W końcu ktoś musiał przejąć władzę, a czterolatki od dawna czekały na swoją kolej.

Wychowanie bezstresowe.

Sama nazwa brzmi jak reklama kremu przeciwzmarszczkowego. Żadnych zasad, żadnych konsekwencji, za to hektolitry „rozumienia” i „przestrzeni na emocje”. Tylko że ta przestrzeń jakoś dziwnie zawsze kończy się tak samo: rodzic śpi na materacu pod drzwiami, a czterolatek okupuje łóżko małżeńskie jak Napoleon Moskwę. Z tą różnicą, że Napoleona z Moskwy w końcu wyrzucono. Czterolatka z sypialni nie wyrzuci nikt.

Czytaj dalej „Wychowanie bezstresowe, czyli jak wyhodować tyrana w kapciach”