Związek ADHD-owca z osobą przeciętną

GPS, który bez przerwy przelicza trasę, nie jest zepsuty. Po prostu bez przerwy gubi sygnał i szuka go od nowa. Mózg z ADHD w związku robi to samo: gubi wątek, zapomina, rzuca się na dziesięć planów naraz. Nie ze złośliwości. Statystyki mówią, że takie związki rozpadają się częściej, ale winny temu bywa cały łańcuch zmęczenia, nie same objawy. Nie potrzeba tu cudu. Potrzeba innej mapy niż ta, którą czyta się w związku dwojga neurotypowych ludzi.

Chciałbym dziś zacząć od zdania, które w związkach z osobą z ADHD pada wyjątkowo często:

„Znowu zapomniałeś. Znowu się spóźniłeś. Znowu coś nam nie wyszło”.

Zwykle nie stoi za nim złość.
Stoi za nim zmęczenie.

I chciałbym pokazać dziś ten temat z dwóch stron naraz, bo w takim związku nikt nie jest tylko „tym, kto zawodzi”, ani tylko „tym, kto musi to wszystko ogarniać”.

Kalendarz zamiast tłumaczenia

Osoba z ADHD, która wie coś ważnego o sobie, zwykle nie funkcjonuje na pamięć.
Obstawia się kalendarzami, przypomnieniami, karteczkami, alarmami w telefonie.

Nie dlatego, że uwielbia porządek.
Tylko dlatego, że wie, ile kosztuje jego brak.

I kiedy mimo to coś zawiedzie. Systemy też się psują, więc czasem i tak coś nie wyjdzie. Wtedy różnica robi się widoczna w jednym momencie.
Można wtedy zacząć szukać usprawiedliwienia.
Albo po prostu powiedzieć: przepraszam.

To drugie jest trudniejsze.
I mówi więcej o dojrzałości niż o samym ADHD.

Rola osoby po drugiej stronie nie polega na urządzaniu awantury za każdym razem, kiedy system zawiedzie.
Ale nie polega też na bezgranicznym wybaczaniu.

Polega na czymś bardziej konkretnym: na pomaganiu w organizowaniu życia, nie zamiast osoby z ADHD, tylko razem z nią.

Mówię to trochę z autopsji.
Sam noszę scyzoryk na łańcuszku, bo inaczej zgubiłbym go w tydzień. Bez kalendarza w telefonie nie umiem normalnie funkcjonować. Nie dlatego, że z natury jestem bałaganiarzem, tylko dlatego, że dokładnie wiem, co się dzieje, kiedy zabraknie przypomnienia.

I czasem nawet przypomnienie nie wystarcza.
Robię przelew, wypełniam wszystkie pola co do grosza, a na końcu zapominam kliknąć „wyślij”. Sprawdzam go później sam i jestem przekonany, że wszystko poszło dobrze.

Tylko że to przekonanie akurat w tym miejscu bywa zawodne.
Więc i tak musi to sprawdzić ktoś po mnie. Nie dlatego, że nie sprawdzam, tylko dlatego, że moje własne „sprawdziłem, jest OK” nie zawsze znaczy to, co powinno.

Zanim zdążę pomyśleć

Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi, a która potrafi zrobić w związku więcej szkody niż zapomniany rachunek: impulsywność.

Czasem reaguję, zanim zdążę pomyśleć: odszczekuję niegrzecznie, ostro, czasem za ostro. A dopiero chwilę później zaczynam się zastanawiać, jak z tego wyjść.

To nie jest usprawiedliwienie.
To opis mechanizmu: odpowiedź wychodzi z ust szybciej, niż zdążam ją ocenić.

Dla partnera liczy się zwykle nie sam wybuch, tylko to, co dzieje się zaraz po nim: czy ktoś wraca i naprawia, czy udaje, że nic się nie stało.

Ile naprawdę da się zrobić do piątku

Osoby z ADHD mają swoją specyficzną, bardzo znajomą tendencję: rzucają się na zamierzenia, które są nierealne.
Nowy projekt od zaraz, remont w tydzień, dieta, siłownia i kurs językowy: wszystko naraz, od poniedziałku.

To nie jest lekkomyślność.
To entuzjazm, który jeszcze nie spotkał się z kalendarzem.

Rolą bliskiej osoby jest wtedy sprowadzanie na ziemię, nie po to, żeby gasić zapał, tylko po to, żeby nie roztrwonić go na coś, co i tak się nie uda.
A kiedy sprowadzenie na ziemię już nie wystarcza, bo zapał zdążył wystartować, zostaje drugie wyjście: pomóc rozłożyć zadanie na mniejsze kawałki, które da się realnie udźwignąć.

Rozmowa, która skręca w dziesięć stron naraz

W trakcie rozmowy osoba z ADHD potrafi się rozproszyć, zgubić wątek, wpaść w dygresję i po chwili być myślami zupełnie gdzie indziej, niż ta rozmowa się zaczęła.

Dla drugiej strony bywa to frustrujące: ma wrażenie, że mówi do kogoś, kto już przestał słuchać.

Warto wtedy zapytać nie „dlaczego znowu się rozpraszasz”, tylko co pomaga się skupić.
Czasem odpowiedzią jest ruch: rozmowa w trakcie spaceru, w samochodzie, przy czymś, co zajmuje ręce.

Reszta to już cierpliwość: pozwolenie na odrobinę szaleństwa w dygresjach, spokojne sprowadzanie z powrotem do tematu i, czasem, powtórzenie tego samego zdania po raz trzeci.

To nie jest tylko wrażenie. To statystyki

Dorośli z ADHD doświadczają problemów w związkach oraz trudności finansowych częściej niż osoby z przeciętnym neurotypowym mózgiem.
Badania przeprowadzone w USA pokazują, że ryzyko rozstania rośnie, jeśli jedna ze stron ma ADHD.

I, szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić.
Częstsze spóźnienia, niedotrzymane ustalenia ważne dla codziennego życia, zamieszanie, które zdarza się robić wokół siebie: to wszystko realnie obciąża związek.

Tylko że sama diagnoza ADHD to jeszcze nie cała historia.

Nie samo ADHD

Każde zaburzenie psychiczne wiąże się z podwyższonym ryzykiem rozpadu związku, nie tylko ADHD.

A ponieważ osoby z ADHD bardzo często zmagają się jednocześnie z dolegliwościami współistniejącymi, takimi jak depresja czy zaburzenia lękowe, do rozpadu przyczynia się zwykle znacznie więcej niż same objawy ADHD.

Możliwe też, że jako osoby z ADHD jesteśmy wyjątkowo podatne na zranienie w sytuacjach konfliktowych z najbliższymi.
Konflikt pochłania sporą część uwagi i wymaga skupienia, a wtedy siłą rzeczy zostaje mniej miejsca na inne codzienne sprawy.

I tak zaczyna się błędne koło: konflikt zabiera zasoby, brak zasobów rodzi kolejny konflikt.

O czym się nie mówi

Jest jeszcze jeden wątek, o którym mówi się dużo rzadziej: wpływ typowych objawów ADHD na relacje intymne.

Trudności z koncentracją mogą powodować zaburzenia wzwodu, obniżenie libido, niezdolność osiągnięcia orgazmu.
Z kolei potrzeba poszukiwania nowych, ekscytujących bodźców w połączeniu z impulsywnością zwiększa prawdopodobieństwo zdrady oraz zachowań ryzykownych.

To nie jest wątek, który dobrze się słucha.
Ale pomijanie go nie sprawia, że przestaje istnieć w realnych związkach.

Na koniec

Nic z tego nie oznacza, że związek z osobą z ADHD jest skazany na porażkę.

Im więcej obie strony wiedzą o wyzwaniach związanych z ADHD i im lepiej rozumieją, jak ważna w takim związku jest komunikacja, tym mniejsze staje się ryzyko jego rozpadu.

Od osoby z ADHD wymaga to wzięcia odpowiedzialności za siebie: świadomości własnych trudności, tak żeby zakres wyzwań w związku nie musiał być większy, niż to konieczne.

Od partnera wymaga to próby zrozumienia, jak wygląda życie z ADHD, oraz realistycznych oczekiwań: co druga osoba jest w stanie zmienić, a czego nie, i w czym naprawdę możesz jej pomóc.

To nie jest związek bez tarcia.
Ale tarcie, które się rozumie, jest czymś zupełnie innym niż tarcie, które się tylko znosi.

Jeden komentarz do “Związek ADHD-owca z osobą przeciętną”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *