Wyobraźmy sobie taką rozmowę.
— O której wychodzimy?
— Koło szóstej.
I już mamy problem.
Dla jednej osoby „koło szóstej” oznacza: mniej więcej wtedy, może kwadrans wcześniej, może dwadzieścia minut później, zobaczymy, jak się życie ułoży.
Dla drugiej szósta jest godziną. Konkretną. Istniejącą w układzie SI razem z metrem, kilogramem i amperem.
O 17.58 zakładamy buty.
O 18.00 wychodzimy.
O 18.03 jesteśmy spóźnieni.
Witamy w związku osoby z ADHD i osoby w spektrum autyzmu.
Oczywiście upraszczam.
Ale nie aż tak bardzo.
Jedno chce planu. Drugie też chce planu. Tylko każdego innego
Osoba w spektrum bardzo często lubi wiedzieć, co się wydarzy. Nie dlatego, że chce sterować światem. Świat jest po prostu znacznie przyjemniejszy, kiedy wiadomo, co za chwilę zrobi.
Plan daje bezpieczeństwo.
Sobota:
10.00 zakupy.
12.00 obiad.
14.00 spacer.
17.00 film.
Pięknie.
Wtedy pojawia się ADHD.
— Wiesz co? A może pojedziemy nad jezioro?
— Ale mieliśmy iść na zakupy.
— Zakupy zrobimy po drodze.
— Gdzie?
— No nie wiem. Gdzieś.
I tu gdzieś w mózgu osoby ze spektrum zapala się kontrolka awarii systemu.
Bo nie chodzi o jezioro.
Chodzi o to, że sobota właśnie przestała być sobotą, którą znała jeszcze trzydzieści sekund temu.
Tymczasem osoba z ADHD nie rozumie problemu. Przecież właśnie wymyśliła coś fajnego. Jest słońce, jest samochód, są kanapki. Czego jeszcze potrzeba?
No właśnie planu.
Który przed chwilą został zamordowany.
Spontaniczność spotyka przewidywalność
I tu dochodzimy do pierwszego paradoksu.
To, co jednego partnera fascynuje na początku związku, po kilku latach może doprowadzać go do szału.
Osoba w spektrum może początkowo zachwycać się partnerem z ADHD.
Bo z nim się dzieje.
Jest pomysł.
Jest energia.
Jest wyjazd.
Jest nowa knajpa.
Jest decyzja o przemalowaniu kuchni o 22.30, ponieważ akurat obejrzeliśmy film o skandynawskich wnętrzach.
Nuda nie grozi.
Z kolei osoba z ADHD może być zachwycona kimś, kto pamięta, gdzie leżą dokumenty.
I wie, kiedy kończy się ubezpieczenie samochodu.
I potrafi wyjechać na wakacje, zabierając ładowarkę.
To już niemal nadprzyrodzone zdolności.
Problem zaczyna się wtedy, gdy fascynujące różnice stają się codziennością.
Bo „cudownie spontaniczny” po pięciu latach może zostać przemianowany na „człowieka, z którym niczego nie da się zaplanować”.
A „niesamowicie poukładany” potrafi ewoluować w „człowieka, który nawet seks najchętniej wpisałby do kalendarza”.
Choć, prawdę mówiąc, kalendarz ma swoje zalety.
Przynajmniej wydarzenie się odbędzie.
Domysły? Jakie domysły?
Jest jeszcze komunikacja.
Czyli miejsce, gdzie zaczyna robić się naprawdę ciekawie.
Wyobraźmy sobie:
— Byłoby miło, gdybyś czasem sam zauważył, że trzeba wynieść śmieci.
Osoba przeciętna słyszy mniej więcej:
„Wynieś, cholera, te śmieci”.
Osoba z ADHD być może nawet też to usłyszy.
Tyle że po drodze zobaczy telefon, niedokręcony kran i kartkę ze szkoły, więc dziesięć minut później będzie naprawiała zawias w szafce.
Śmieci zostaną.
Osoba w spektrum może natomiast usłyszeć dokładnie to, co zostało powiedziane:
„Byłoby miło”.
No byłoby.
Zgoda.
I dalej siedzi.
Nie dlatego, że robi komuś na złość.
Komunikat był informacją o stanie hipotetycznie pożądanym, a nie poleceniem wykonania konkretnej czynności.
I teraz zaczyna się klasyczny dramat małżeński.
— Przecież powiedziałam!
— Nie powiedziałaś.
— Powiedziałam!
— Powiedziałaś, że byłoby miło.
I formalnie rzecz biorąc…
Niestety ma rację.
ADHD mówi za szybko. ASD czasem odpowiada za późno
Osoba z ADHD potrafi odpowiedzieć, zanim pytanie się skończy.
Impuls już poleciał.
Słowa wyszły.
Dopiero potem mózg biegnie za nimi, machając rękami i krzycząc:
— Nieeee! Wracajcie!
Za późno.
Osoba w spektrum może mieć dokładnie odwrotny problem.
Potrzebuje chwili, żeby przeanalizować sytuację.
Co właściwie zostało powiedziane?
Co ja czuję?
Co druga osoba miała na myśli?
Jak odpowiedzieć?
Tyle że druga strona już w tym czasie zdążyła zadać trzy następne pytania.
— No powiedz coś!
Najgorsze, co można wtedy zrobić.
Bo system właśnie liczy.
A my mu jeszcze uruchamiamy Excela, przeglądarkę i aktualizację Windowsa.
Po chwili procesor się przegrzewa.
I zamiast spokojnej rozmowy mamy ciszę, wycofanie albo wybuch.
A po co ty się tak denerwujesz?
To zdanie powinno mieć nadrukowane ostrzeżenie podobne do tego na papierosach.
Nie używać w czasie konfliktu.
Osoba z ADHD może reagować emocjonalnie bardzo szybko. Bodziec, reakcja, wybuch. Niekiedy równie szybko napięcie opada i dziesięć minut później jest już po sprawie.
Tyle że druga osoba może nadal być w połowie przetwarzania tego, co się właśnie wydarzyło.
Z kolei osoba w spektrum może długo zbierać napięcie.
Hałas.
Zmiana planu.
Rozmowa.
Kolejna rozmowa.
Dzieci krzyczą.
Telewizor gra.
Ktoś pyta o obiad.
Ktoś dotyka.
Jeszcze telefon.
I nagle następuje katastrofa.
Partner patrzy zdumiony:
— Ale przecież tylko zapytałem, gdzie jest ładowarka.
Tak.
Tylko ładowarka była trzydziestym siódmym bodźcem.
Nie pierwszym.
Problem z czytaniem instrukcji, której nie napisano
W związku bardzo dużo rzeczy odbywa się na zasadzie społecznych domysłów.
Powinieneś wiedzieć.
Powinnaś zauważyć.
Przecież to oczywiste.
Każdy by zrozumiał.
Otóż nie.
Nie każdy.
I tu związek ADHD–ASD ma pewną przewagę nad parami, które długo wierzą, że partner powinien czytać w myślach.
Tutaj dość szybko okazuje się, że nie będzie.
Trzeba mówić.
Konkretnie.
Nie:
„Nigdy nie mamy czasu dla siebie”.
Tylko:
„Chciałabym w piątek od 19.00 do 21.00 pobyć tylko z tobą, bez telefonów”.
Nie:
„Mógłbyś się bardziej interesować domem”.
Tylko:
„Proszę, żebyś we wtorki wynosił śmieci”.
Mało romantyczne?
Może.
Ale działa znacznie lepiej niż telepatia.
I jeszcze te zainteresowania
W spektrum może pojawić się bardzo intensywne zainteresowanie jakąś dziedziną.
Kolej.
Historia.
Programowanie.
Owady.
Silniki.
Fantastyka.
Cokolwiek.
ADHD też potrafi się zachwycić.
Różnica polega czasem na tym, że zainteresowanie osoby w spektrum przypomina linię kolejową.
Jedzie długo w jednym kierunku.
Zainteresowanie ADHD przypomina zaś dworzec Warszawa Centralna.
Wszystko przyjeżdża.
Wszystko odjeżdża.
I nigdy nie wiadomo, z którego peronu.
W poniedziałek fotografia.
We wtorek fermentowanie kimchi.
W środę drukarki 3D.
W czwartek pomysł na budowę własnego ula.
W piątek ul jest już mniej interesujący, ale na Allegro jadą trzy paczki z wyposażeniem pszczelarskim.
I osoba w spektrum pyta:
— Po co kupiłeś wirówkę do miodu?
— Była promocja.
To jest odpowiedź.
Nie znaczy, że dobra.
Ale dlaczego oni właściwie są razem?
Bo różnice nie tylko przeszkadzają.
Potrafią się też znakomicie uzupełniać.
Osoba z ADHD może wnieść ruch tam, gdzie życie zaczęło być zbyt sztywne.
Pokazać, że zmiana planu nie zawsze oznacza katastrofę.
Że czasem można skręcić w boczną drogę tylko dlatego, że wygląda ciekawie.
Osoba w spektrum może z kolei dawać strukturę.
Zatrzymać pędzący pociąg pomysłów i zapytać:
— Dobrze. Ale co konkretnie chcemy zrobić?
I to pytanie czasem ratuje rodzinny budżet.
Jedna strona wnosi pomysły.
Druga sprawdza, czy da się je wykonać.
Jedna otwiera piętnaście drzwi.
Druga wybiera te, za którymi naprawdę coś jest.
Oczywiście pod warunkiem, że przestaną próbować przerabiać się nawzajem na własny model człowieka.
Największy błąd
Największym błędem jest założenie:
„Gdyby mu zależało, zachowywałby się inaczej”.
Albo:
„Gdyby mnie kochała, wiedziałaby, czego potrzebuję”.
Niekoniecznie.
Miłość nie instaluje automatycznie brakujących sterowników.
Można bardzo kogoś kochać i nadal nie zauważać aluzji.
Można bardzo kogoś kochać i zapomnieć kupić mleko.
Można bardzo kogoś kochać i potrzebować dwóch godzin samotności po rodzinnym obiedzie.
Można też kochać i doprowadzać partnera do furii.
Jedno drugiego nie wyklucza.
Na koniec
Związek osoby z ADHD i osoby w spektrum nie musi być ani wyjątkowo trudny, ani wyjątkowo cudowny.
Jest po prostu związkiem dwóch ludzi, którzy mogą mieć bardzo odmienne instrukcje obsługi.
Kłopot polega na tym, że instrukcji nie dostali.
Muszą ją napisać sami.
Z czasem można się nauczyć, że „koło szóstej” wymaga doprecyzowania.
Że zmiana planu wymaga ostrzeżenia.
Że cisza nie zawsze oznacza obrażenie.
Że zapomnienie nie zawsze oznacza lekceważenie.
I że zdanie:
„Powiedz mi konkretnie, czego ode mnie potrzebujesz”
jest znacznie bardziej romantyczne, niż brzmi.
Bo po kilku latach związku prawdziwy romantyzm nie zawsze polega na kwiatach.
Czasem polega na tym, że ktoś wpisał do kalendarza rocznicę.
A drugi rzeczywiście na nią przyszedł.